Ludzie · 09.06.2026 · 5 min czytania

Dlaczego przestaliśmy rekrutować przez ogłoszenia „na już”

Rok temu zmieniliśmy sposób zatrudniania kierowców. Zamiast szukać ludzi wtedy, gdy brakuje rąk, prowadzimy rekrutację ciągłą. Rotacja spadła o jedną trzecią.

Rekrutacja „na już” ma jedną wadę: prowadzi ją ktoś, komu bardzo się spieszy. A kiedy się spieszy, przymyka oko — na luki w CV, na wymijające odpowiedzi o powodach odejścia z poprzedniej firmy, na to, że kandydat nie zadał ani jednego pytania o grafik.

Co zmieniliśmy

Po pierwsze, rozmowy prowadzimy niezależnie od tego, czy mamy wolne auto. Jeśli ktoś nam pasuje, a etatu nie ma, mówimy to wprost i wracamy do rozmowy za dwa miesiące. Po drugie, każde spotkanie odbywa się w bazie, przy sprzęcie — nie w sali konferencyjnej. Kandydat wsiada do kabiny, którą dostanie.

Po trzecie — i to okazało się najważniejsze — dyspozytor, który będzie prowadził danego kierowcę, uczestniczy w rozmowie. Nie jako obserwator, tylko jako osoba, która ma prawo powiedzieć „nie dogadamy się”.

Efekt po roku

  • Rotacja w grupie kierowców: spadek z 31% do 21% rocznie
  • Średni staż kierowcy: wzrost z 5,8 do 7,4 roku
  • Czas odpowiedzi na zgłoszenie: 48 godzin, bez wyjątków
  • Odsetek zgłoszeń z polecenia: 44%
Najlepszym testem jest to, ilu kierowców poleca nas swoim znajomym. Ta liczba mówi więcej niż każda ankieta satysfakcji.

Nie twierdzimy, że rozwiązaliśmy problem — w transporcie drogowym brakuje ludzi i będzie brakować. Twierdzimy tylko, że pośpiech w rekrutacji kosztuje więcej niż kilka tygodni czekania na właściwą osobę.

Wróć do aktualności